Lullaby

No i wyobraźcie sobie, chciałam zrobić takie fajne zdjęcia, plan już był, miejsce wybrane, aparat w gotowości i wszystko cacy. Ale nie wyszło. Ostatnio u mnie cały czas okazuje się, że coś jeszcze jest do zrobienia, że coś trzeba zrobić pilniej,  że są wyższe cele.  Że Monopol Junior sam się nie zagra. Że trzeba kocyki wrzucić do pralki bo jest na nich niespodzianka w postaci kupy, albo z innej beczki - masło orzechowe i dżem. Bo praca domowa musi być odrobiona a literki mają trzymać się za rączki. No a  jedno z twoich potomków ryczy a drugie już trzeba kąpać i nie ma mowy, że zdążysz zrobić cokolwiek, co przypominałoby ci dawną formę relaksu czy wypoczynku. Zapomnij.
Przynajmniej posprzątane jest, a to sukces i choinkę już mamy gdzie wstawiać, żeby potem te igły sypały się na podłogę i można było sobie poodkurzać. Ech;)

Bo z dwójką dzieci to nie tak jak z jednym. Tak. Te święte słowa wypowiedziałyśmy dziś z olśnieniem z Marysią na czacie, ja jedną ręką pisząc na klawiaturze bezprzewodowej, którą zmuszona byłam kupić bo do laptopa ciężko sięgnąć z sześciokilową przyssawką. Tak nas olśniło, ze posypały się następne pytania, w których były te ważkie "I po co nam były te studia" oraz lżejsze - "Co gotujesz na obiadki?". Bo jedno dziecko to słodki bobas, którym trzeba się zajmować. Dwoje to wojna. To maksymalne skupienie na robieniu dziesięciu rzeczy jednocześnie. Dwójka dzieci przeobraża cię w wysokiej klasy sprzęt wielofunkcyjny. Teraz już to rozumiem i dziękuję, mamo i tato;))))

No więc tak się tłumaczę, że zdjęcia z domu.  Że ze światłem był problem. I  że się szykuję do Świąt i Sylwestra i cały czas nie wiem, co na siebie włożyć. I choć na tę jedną, noworoczną noc przecież trudno z dzieciakami się rozstać, to jednak widzę więcej plusów w dalszej perspektywie. Bo psychiatra to kosztowna sprawa;)))
Piszę tego posta drżąc czy zdążę;) Lullaby... Lov. ;)

Sweter - Lullaby Lov, kurtka - Stradivarius, szorty - H&M.




Zdjęcia - Łukasz Turek - lukaszturek.com, obróbka - ja