"I don't want realism! I want magic!" - o moim blogu i anonimach


Mój blog ma już ponad rok. Ponad rok zamieszczam tu zdjęcia i publikuję krótsze i dłuższe teksty. Zdradzam co nieco z mojego prywatnego życia, są to skrawki, fragmenty. Chwalę się ubraniami, pokazuję stylizacje, piszę, ze coś mnie boli a coś cieszy. Dzielę się z Wami muzyką, która lubię. Mój blog to miejsce, w którym daję Wam małą cząsteczkę siebie.
Jednak mój blog to przede wszystkim zdjęcia. Staram sie, by były ładne, by dobrze się je oglądało. Kocham ciuchy i cieszę się, że mogę połączyć ze sobą tą miłość z zainteresowaniem fotografią. Cieszę się, że zagląda do mnie tak dużo osób i bardzo Wam za to dziekuję - wszystkim. To, że tu wchodzicie powoduje, że ta strona dociera do coraz szerszego grona odbiorców i zdobywam dzięki temu nowe, ciekawe kontakty, mogę też nieustająco robić różne interesujące mnie rzeczy.





Postanowiłam napisać tego posta, ponieważ od kiedy prowadzę bloga (od samego początku!) pojawiają się na nim w komentarzach hejterskie anonimy. Zauważyłam, że raz je publikuję, raz nie, bo czasem po prostu opadają mi ręce ze względu na poziom bezimiennych wypowiedzi. Czasem staram się odeprzeć atak, jednak z doświadczenia widzę, że z anonimem nie da się wygrać dyskusji - trzebaby każdemu takiemu komentarzowi poświęcić cały elaborat, który osoba atakująca i tak odeprze następnym krótkim, hejterskim zdaniem, z którym nie ma dyskusji. Anonim przybiera wiele postaci - momentalnie z jednej osoby może stać się drugą, bądź dwudziestoma. Jest nieskończenie wielki i nieskończenie... głupi. Buduje sobie w głowie mój wizerunek na podstawie fotografii i skrawków tekstu i uważa, że może mnie pouczać i krytykować. Tylko dlatego, że mam bloga? Nie. Mam bloga, na którego zagląda dużo ludzi. Cieszę się z tego. Nie mam jednak obowiązku przyjmować krytyki od obcych, anonimowych osób. Nie mam obowiązku publikować przykrych docinków, bo to moje poletko. Moje małe miejsce, do którego lubię zaglądać, i Wy również. Nie mam ochoty na toczenie tutaj batalii na temat tego czy mam krzywe ucho albo jaką jestem mamą. O tym rozmawiam z najbliższymi, z osobami, które znają mnie na codzień. Tak samo Wy.




Generalnie mi byłoby okropnie wstyd napisać na blogu komuś coś niemiłego anonimowo.Wstyd. Serio.

Warto wspomnieć też o miłych komentarzach na blogach - pamiętajcie, ze większość z nich pisane przez koleżanki blogerki to forma blogowej etykiety - miło do kogoś wpaść i napisać "Hejka, fajny sweter". To równoznaczne z 'dzień dobry!" na ulicy. Myślę, że to wystarczy; niepotrzebne jest znajdowanie mankamentów w stylizacjach. Myślę też, że blogów jest teraz tyle, że sam czytelnik, który nie posiada własnego (w dobie Facebooka to właściwie już niespotykane) nie musi oglądać i krytykować tych złych. Może poszukać sobie odpowiadającego. Większość blogujących i tak nie potrzebuje tej absurdalnej krytyki, bo nic z niej nie wyniesie - te słabsze psychicznie dziewczyny po prostu zrezygnują z bloga, a szkoda, bo fajnie jest mieć hobby, które przecież nikomu nie szkodzi.





Rozumiem, że jest sporo osób, które mi zazdroszczą - być może któraś z Was nie może zajść w ciążę (naprawdę przykro mi), może którejś odbiłam kiedyś chłopaka (sorka), może komuś po prostu nie podoba się moja facjata i stąd te hejty. Rozumiem. Jednak nie warto być pamiętliwym i żywić do kogoś złych uczuć, bo to, co mamy najważniejsze to moim zdaniem emocje - i od każdego z nas zależy, które emocje wybierze dla siebie.

Nie potrzebuję krytyki. Naprawdę. Od wielu lat mam swój ustalony styl i nie słucham porad innych, a co dopiero tych, których nawet nie widziałam nigdy na oczy. Nie interesuje mnie, czy ktoś napisze mi, czy ładnie mi w tych spodniach, czy nie. Tworzę fotografie, które dla mnie są oderwaniem od rzeczywistości, mają w sobie małą cząstkę magii. Nie przekładają się na realne życie 1:1. Na to ile czasu gotuję makaron i na którym boku sypiam, oraz jaką jestem matką.








Teraz, zamiast zastanawiać się, czy odpisać na komentarz elaboratem, starając się odeprzeć wszystkie absurdalne zarzuty będę wklejać linka do tego posta. Sorka. Wszystkich anonimowych zarzutów nie da się odeprzeć w najdłuższej nawet wypowiedzi, bo anonim znajdzie na skrawku zdjecia coś, co jego zdaniem będzie argumentem ostatecznym. Bo anonim złapie za słówko. Bo anonim nagle stanie się innym anonimem, który oczywiście anonimowo go poprze. Z anonimem się nie dyskutuje, bo z anonimem sie nie wygra.


Zależy mi na kontakcie z fajnymi ludźmi. I tych dzięki blogowi wciaż poznaję.
Dziękuję Wam za to, że czerpiecie przyjemność z wchodzenia tutaj.

Zdjęcia - Łukasz Turek - lukaszturek.com, obróbka - ja