Po mojemu: fotorelacja z BIKE&FASHION w 1500m2





Zazwyczaj nie piszę relacji z imprez, na które łażę, ale ten weekend był dość szczególny i upłynął mi pod znakiem targów projektantów. W sobotę odwiedziłam Soho Factory i imprezę SHWRM, na której wystawiały sie marki skupione pod tym szyldem. Impreza towarzyszyła wielkiemu wydarzeniu muzycznemu czyli Free Form Festival. Patronat nad targami objęło m.in. Elle. Było jasno i... drogo. Niestety, ale większość rzeczy, które bardzo mi się podobały kosztwało ponad 300 zł, a to zdecydowanie przekroczyło mój matczyny budżet;) Oczywiście zgadzam sie, że za jakość trzeba płacić, ale ja wybrałam się tam, by kupić sobie cokolwiek, mały gadżet, a wyszłam z pustymi rękami. Być może dlatego, że było tam bardzo tłoczno i bardzo jasno - biała przestrzeń naćkana po brzegi rzeczami i ogromny tłum. Szkoda.

Dzisiaj zaś niespodziewanie przejechaliśmy się na targi BIKE&FASHION, które odbyły się w 1500 m do wynajęcia na Solcu. Lubię to miejsce (może kiedyś bardziej lubiłam, gdy jeszcze chodziłam na imprezy;). Ciemno, industrialnie, trochę brudno. Grill i pozytywna atmosfera. Hanka biegała po stoiskach skubiąc ulotki i naklejki, musieliśmy tylko jej pilnować, by w wózku nie wylądowało nic poza tym, oraz "nie bierz nic z podłogi"! Mimo, że byliśmy tam z dwójką dzieci, a był duży tłum, czuliśmy się całkiem spoko. Kochamy jeździć na rowerze więc na te targi poszliśmy z zamiarem kupienia raczej czegoś przydatnego dla naszych sprzętów.
Pozytywnie zaskoczyła mnie ilość (i jakość) mody rowerowej i okołorowerowej - streetwear. Do teraz nie mogę odżałować, że nie kupiłam sobie bransoletki z łańcucha, ale chyba zrobię ją sobie sama.

Zrobiłam za to inne, fajne zakupy i pomacałam trochę ciuchów od projektantów, których wcześniej kompletnie nie znałam. Pozytywnie!
Poniżej kilka fot z opisami, a już wkrótce nowy post z rzeczami, które zabrałam ze sobą do domu z FASHION&BIKE w 1500 m do wynajęcia:)


Piękna koszulka. Nie mam pojęcia, co za marka.
(UPDATE: Zombietshirts:))

A to już wiem - HI Unique. Uśmiecham się, choć napis na koszulce - poważna sprawa. 

Przymierzałam się do tej bluzy - jak się domyślacie - czarno biała. Mięsista bawełna. By Brunoszka

A to wdzianko, pieszczotliwie nazwane przez moich znajomych 'dywanem' kupiłam. Są różne rozmiary, ja wzięłam L, bo fajnie leżało. Już wkrótce na blogu w pełnej odsłonie;) MADE LINE

W raju toreb Krzysztof Kot by Czapka. Może i moja mina tego nie mówi, ale wyszłam stamtąd jako szczęsliwa posiadaczka tej nieziemskiej torby. LOVE.

I na koniec kultowe MISBHV. Niestety cena już mnie przerosła, a Łukasz powiedział, ze jak wszyscy to noszą to ja nie mogę, więc została tam ta bluza samotna beze mnie, ale na pewno znalazł ja ktoś, kto będzie kochał ją bardziej;)

Już niedługo post ze zdobyczami.
YO.
Zdjęcia - Łukasz Turek - lukaszturek.com, obróbka - ja

Etykiety: