zara

łatwo jest się ubrać w zarze. wystarczy pójść, zgarnąć z wieszaka przypadkowe rzeczy i jeśli masz ładną sylwetkę to 90% dowolnych połączeń z tego sklepu gwarantuje Ci sukces i ochy i achy. prawda.
to jest łatwe, ale drogie, bo żeby tam pójść, trzeba zabrać ze sobą wypchany portfel, lub kartę kredytową ze sporym limitem. nie stać mnie na zakupy w tym sklepie przez dzięsieć okrągłych miesięcy, zważywszy jeszcze na jakość materiałów, które po jednym - dwóch praniach wyglądają podobnie jak meble z ikei po miesiacu używania.
zatem przez dziesięć wzdycham i płaczę, szukając zamienników w tańszych marketach i kombinuję. zamienniki zamienników, bo przecież zara naśladuje projekty wielkich. tania, jednorazowa moda, którą "ktoś dla mnie obmyślił i wybrał" tam, na górze tego potężnego świata ciuchów. ktoś, kto spowodował, że zamarzę o połączeniu kimonowej bluzy z szortami w krowę i będę czuć się oryginalna. dwa magiczne miesiace to wyprzedaże, podczas których zaopatruję się w większość upatrzonych łupów.
kurczę. mimo, że totalnie podoba mi się ten zestaw, mimo, że jest mi w nim dobrze, to czuję się oszukana sama przez siebie. to nie było trudne. to gra z cheatami.
zgodzicie się? czy może przesadzam?
zdjęcia z weekendu. przypominają mi, że wciąż mamy lato.

Przypominam o koszulkach ciążowych - polecajcie, jeśli macie komu - nasza kolekcja dostępna TUTAJ.















Włosy na zdjęciach wybieliłam w fotoszopie. Coś ostatnio mi żółkną. chciałabym takie, jak te ze zdjęć, ale nie mam pojęcia, czy da się je zrobić.
Zdjęcia - Łukasz Turek - lukaszturek.com, obróbka - ja